Archive for the ‘książki’ Category

Blurb

Wednesday, August 6th, 2008

sps_portal.jpg

Pisząc o przeglądzie portfolio Rhubarb-Rhubarb nie napisałem o jednym bardzo ciekawym zjawisku. Mam na myśli firmy w rodzaju Blurb, które umożliwiają swoim klientom opublikowanie profesjonalnie wydanej książki w jednym egzemplarzu za cenę kilkudziesięciu dolarów.

Po raz pierwszy tego rodzaju publikacje spotkałem właśnie w Birmingham i miałem okazję przekonać się, że nie jest to żadne oszustwo: książki były wydrukowane na bardzo wysokim poziomie, zszyte i oprawione w twardą oprawę na poziomie, który normalnie dostępny jest tylko podczas prawdziwej wysokonakładowej produkcji!

Nie sposób przecenić rewolucyjnego charakteru tego typu usług, chociaż oczywiście jest to tylko kolejna rewolucja z kategorii kultura 2.0. Może się to także okazać bardzo namacalną motywacją do podniesienia poziomu dla wielu wydawców, dla których portale w rodzaju Blurb mogą stanowić dużą konkurencją, tym bardziej że zamówione na stronie książki można od razu wstawić do międzynarodowej dystrybucji! Już teraz w dziale fotografia jest do kupienia blisko dwa tysiące pozycji, które można w wygodny sposób przeglądać on-line.

Zjawisko z pewnością warte uwagi, a dla osób zainteresowanych dodam jeszcze jeden link do firmy, której usługi miałem okazję sprawdzić i które z pewnością są na poziomie: myphotobook.

Jak fotografować truskawki?

Monday, February 18th, 2008

Wraz z Wojtkiem Nowickim przypomniały mi się tematy kulinarne, a między nimi przeżycia jakich dostarczyła mi pewna książka kucharska, na którą natknąłem się niedawno podczas wizyty w Berlinie. “The Cooking of the British Isles” Adriana Baileya z fotografiami Anthonego Blake’a z 1969 roku to bomba z opóźnionym zapłonem: kiedyś po prostu zbiór przepisów ilustrowanych fotografiami, dzisiaj przykuwa uwagę czymś zupełnie innym.

kuchnia2.jpg

Praktycznie nie ma w niej fotografii, która by nie była socjologicznym dokumentem na temat klasowego społeczeństwa brytyjskiego. Na jednym z pierwszych zdjęć piramidka truskawek i dwie lampki szampana na białej ławeczce, w tle rozległa posiadłość z ogrodem; dalej piknik nad rzeczką, homary, polowania, a przede wszystkim ogromna ilość typów ludzkich ukazanych niczym w realistycznej powieści: księża, polujący mężczyźni, wędkarze, kobiety w kuchni, kelnerzy, hodowcy świń i tak dalej…

kuchnia5.jpg kuchnia4.jpg

Niektóre strony - nie przez przypadek - przypominają układ zdjęć z fotoreportaży magazynu “Life” z tamtego czasu, co jeszcze bardziej sprawia, że książkę ogląda się jak album fotograficzny. Całość dobitnie pokazuje opiniotwórczy charakter wszelkich publikacji, jakkolwiek niewinnie by się nazywały: każdy przepis w sferze wizualnej jest przy okazji lekcją na temat obowiązujących publicznie wartości, hierarchii, stylu życia. Oczywiście nie jest to oryginalna myśl: charakter zdjęć zawartych w omawianej książce z pewnością dostrzegłby w czasie jej narodzin inny Anglik - John Berger - który w 1972 roku wydał jedną z pionierskich książek z zakresu antropologii obrazu zatytułowaną “Sposoby widzenia”.

kuchnia6.jpg

Wszystkie reprodukcje z książki “The Cooking of the British Isles” Adriana Bailey’a ze zdjęciami Anthonego Blake’a, Time-Life 1969″

The Cooking of the British Isles” to książka niezwykła, ale z ulgą powrócę do mojej półki z książkami Jamiego Olivera:)

Hashem El Madani

Tuesday, December 4th, 2007

Nie mogę oderwać oczu od tego zdjęcia.. Autorem jest libańczyk Hashem El Madani, który jako fotograf studyjny przez ponad 50 lat dokumentował ludzi ze swojego miasta i tych, którzy przyjeżdżali specjalnie do niego z okolicy. Nie jestem pewien, jaki charakter miało mieć to zdjęcie, ale tym razem nie czuję potrzeby zgłębiania genezy jego powstania. To zdjęcie po prostu działa. Jakaś aura chyba panuje w Krakowie (a może to halny) bo czytam w sieci, że parę ulic dalej Magda Ujma wpatruje się w inne zdjęcie emanujące swoim punctum

Hashem El Madani: Studio Practices

Hashem El Madani, z książki Studio Practices, Mind the Gap/Arab Image Foundation (2005)

Album ze zdjęciami El Madaniego został wydany przez Arab Image Foundation, fundację promującą fotografię na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej, między innymi poprzez tworzenie kolekcji fotografii z tych terenów, która obecnie liczy już ponad 70.000 obiektów (częściowo skatalogowanych i dostępnych w wyszukiwarce na testowej wersji nowej strony fundacji). Archiwa fotograficzne zdecydowanie nabierają coraz większej wartości, widać to było między innymi na targach Paris Photo oraz na festiwalu w Arles w tym roku. Nie ukrywam, że i my planujemy tego typu projekty w ramach najbliższego Miesiąca Fotografii w Krakowie. Szkoda tylko, że dostęp do krajowych archiwów nie jest zbyt łatwy i domyślam się, że nikt tak naprawdę nie wie, co się w nich mieści.

W Paryżu poznaliśmy niezwykłą starszą panią, która od 20 lat tworzy kolekcję fotografii współczesnej dla Fonds National d’art Contemporain i jest właściwie jedyną osobą, która orientuje się w ponad 20.000 fotografii skatalogowanych w tej instytucji. Przypomina mi się też spotkanie z Alison Nordström, kuratorką George Eastman House w Nowym Jorku, gdzie niedawno z pracy odszedł opiekun archiwum: mimo komputerowych katalogów nic nie jest w stanie zastąpić starego pracownika, który przez lata przyswoił sobie zawartość zbiorów. W czasie naszej rozmowy instytucja przeprowadzała poważne poszukiwania osoby predestynowanej do spędzenia następnych 20 lat wśród archiwalnych zbiorów. Powiało Borgesem - chyba odszukam dawno nieczytaną książkę na półce…

PS. Na trop El Madaniego trafiłem poprzez forum na temat albumów fotograficznych na portalu Lightstalkers.

Masao Yamamoto

Wednesday, November 28th, 2007

Masao Yamamoto

Masao Yamamoto, z cyklu Nakazora

Od kilku dni przymierzam się do napisania jakiegoś podsumowania naszej wizyty na Paris Photo, jednak jak widać nie mogę się do tego zabrać. Zamiast tego kolejny mały epizod. Wspominając spacery po targach z największą przyjemnością powracam do niepozornej prezentacji zdjęć japońskiego fotografa Masao Yamamoto. Yamamoto tworzy niewielkich rozmiarów unikatowe odbitki, często tak małe, że można by je nosić w portfelu. Na stoisku oprawione były w skrzynkowe ramy z prawie niezauważalnym szkłem, które sprawiało, że odbitki zamknięte w środku wyglądały jak gdyby można było ich dotknąć, a również sposób mocowania dawał efekt niemalże przypadkowego, lekkiego i jakby od niechcenia rozrzucenia kilku prac w przestrzeni jednej ramy. Ot takie haiku.

Masao Yamamoto

Masao Yamamoto, Paris Photo 2007, stoisko Galerie Camera Obscura

Yamamoto w podobny sposób wykorzystuje przestrzeń pomieszczeń czy korytarzy podczas planowania wystaw, na jego stronie internetowej można zobaczyć zdjęcia z instalacji, a także piękne limitowane edycje jego książek (tutaj). Ostatnia monografia wydana nakładem Nasraeli Press jest nadal dostępna w sprzedaży, więc chyba znów będę się musiał zadłużyć…

Masao Yamamoto

Masao Yamamoto, z cyklu Nakazora

Zamieszczone powyżej prace pochodzą z nowego cyklu autora zatytułowanego Nakazora, co - jak można przeczytać na stronie autora - oznacza:

The space between sky and earth, the place where birds, etc. fly. Empty air.. An internal hollow. Vague. Hollow. Around the center of the sky. Or, emptiness. A state when the feet do not touch the ground. Inattentiveness. The inability to decide between two things. Midway. The center of the sky (the zenith). A Buddhist term.

Amazon i dziwne uczucia

Friday, November 23rd, 2007

Długi czas przymierzałem się do pierwszego zakupu na Amazonie, ale jak już dostałem pierwszą paczkę ze stemplami z Miami i Amsterdamu - właściwie to był klasyczny wór z paczką w środku - od razu stałem się gorliwym członkiem sekty. Zacząłem nawet czytać sugestie w rodzaju Karol, pomyśleliśmy że te tytuły mogą cię zainteresować - przerażające, że jakiś skrypt potrafić całkiem nieźle trafić…

W związku z tym wstawiłem do linków nową zakładkę: moją listę życzeń na Amazonie. Może będzie dla kogoś inspirująca.

Z drugiej strony chyba żadne zakupy nie dają mi takiej przyjemności, jak pewien zwyczaj, który przez długi czas pozostawał gdzieś w mojej podświadomości: z jakichś przyczyn magazyn Art Eon zawsze kupuję w pewnym kiosku w przejściu podziemnym na dworcu głównym w Krakowie… Może to dziwne, ale nigdzie nie mają takiego Art Eonu jak tam:)

A w każdym razie kupiony gdzie indziej już tak nie cieszy. Być może chodzi o powiązanie lektury z podróżą pociągiem - pewnie tak. Skoro już mowa o skrywanych przyjemnościach, pewna pani podarowała mi niedawno książkę Karoliny Gordon O dziwnych uczuciach (Zderzak 2005). Książka niezwykła, chociaż trochę strach ją czytać, bo wydaje się, że jako systematyczna antologia ludzkich dziwactw, odsłania to, co czerpie swoją siłę z przebywania w ukryciu. Chociaż zapewne dziwactwa tak łatwo ludzi nie opuszczają. Dla posmakowania fragment z jednej z pierwszych stron:

Niektórzy ludzie kosząc trawę mają taki system, że najpierw koszą pod drzewami, w miejscach najbardziej zarośniętych, potem zostawiają sobie duże powierzchnie i robią między nimi “przejścia”, potem stopniowo pomniejszają te duże powierzchnie, albo powiększają te skoszone przejścia. Jest w tym coś bardzo zmysłowego. Jakby zataczają koło, i - ruchem spiralnym - pomniejszają. Odśnieżanie wymaga innych systemów, bo trzeba uwzględnić góry śniegu. Przyjemnie jest ustalać systemy mycia kafelków - np. rzędami: góra, dół, albo trzy w górę i trzy w dół, i w środku łamać te postanowienia, by w tajemnicy przed sobą umyć dodatkowe kafelki, robiąc sobie niespodziankę, i wrócić do systemu. To jest “otaczanie czynności”.

No i to by było na tyle na dzisiaj… Dziękuję za książkę:)

PS. A może się podzielicie waszymi Wishlistami?

Image Makers Image Takers

Wednesday, November 21st, 2007

Jedną z moich ulubionych małych przyjemności jest czytanie zaległych gazet. Przy czym dla mnie już te sprzed paru tygodni są interesujące - jeśli dobrze pamiętam Paola Brunetti z kryminałów Donny Leon odkłada codzienną prasę na co najmniej pół roku. Od razu widać, co warto czytać, a czego nie. W drodze z lotniska wysłuchałem relacji RMF ze strajku w Paryżu, która przypominała informacje z frontu i nie miała nic wspólnego z atmosferą panującą w paryskim metrze. Żeby dać sobie trochę czasu na przemyślenie wydarzeń z podróży sięgnąłem po powrocie po książki, które przyszły z Amazonu dwa tygodnie temu na parę godzin przed moim wyjazdem. Pierwsza to wspominana już (tu) książka Jacoba Holdt’a, druga to Image Makers Image Takers - zapis wywiadów Anne-Celine Jaeger z blisko 30 osobami ze świata fotografii.

Image Makers Image Takers

Anne-Celine Jeager, Image Makers Image Takers, Thames & Hudson (Maj 2007)

Pierwsza część książki to rozmowy z fotografami ułożone według (niepokojąco) prostego klucza Sztuka (Thomas Demand, William Eggleston, Boris Mikhailov, Stephen Shore), Dokument (Mary Ellen Mark, Martin Parr, Eugene Richards, Sebstiao Salgado), Moda i reklama (David LaChapelle, David Sims, Mario Sorrenti, Ellen von Unwerth), Portret (Tina Barney, Anton Corbijn, Rineke Dijekstra, Rankin) oraz Nowe pokolenie (Charles Freger, Naomi Harris, Alec Soth, Neil Stewart), na drugą składa się 8 wywiadów z kuratorami, dyrektorami galerii, agencji oraz wydawcami (Camille Brown, Katherine Hinds, Dr Inka Graeve Ingelmann, Rudolf Kicken, Diane Dufour, Kathy Ryan, Gerhard Steidl, Dan Torres).

Po lekturze zapisu rozmów z Borisem Mikhailovem i Gerhardem Steidlem mam wrażenie, że to książka w stylu wszystko co chcielibyście wiedzieć, a boicie sie zapytać. Rzeczywiście autorka nie boi sie zadawać prostych i bezpośrednich pytań (między innymi pojawia się kultowe pytanie jakiego sprzętu używasz?) i nie stara się w żaden sposób wykazać swoją wiedzą, pozostawiając praktycznie całą przestrzeń swoim rozmówcom. Jest to duży plus książki, chociaż chwilami mam wrażenie, jakbym czytał raczej ankietę niż zapis rozmowy. Na szczęście rozmówcy są wystarczająco ciekawymi osobami i chętnie odpowiadają na wszystkie pytania.

Największym minusem jest dosyć toporny layout książki, przypominający magazyn fotograficzny Foto, z zupełnie niepotrzebną kolorową ramką wokół tekstów i zdjęć, która sprawia, że ma się wrażenie czytania materiału z pisma poświęconego głównie testom nowych aparatów cyfrowych… Szczególnie tracą na tym ilustracje, których jest w książce ponad 150 i odpowiednio pokazane mogły z tej publikacji zrobić całkiem przyjemny album.

Echa lektury wywiadów Anne-Celine pewnie jeszcze się pojawią na blogu, ja już wiem dlaczego w Rosji wszyscy fotograficy mają wykształcenie inżyniera i jaki Andy Warhol wpłynął na zaistnienie jednego z najlepszych wydawnictw promujących fotografię, jakim jest Steidl.

Do kupienia na Amazonie (23$).

Fotografia jako sztuka współczesna

Monday, November 5th, 2007

W zeszłym miesiącu zacząłem prowadzić wykłady na Akademii Fotografii. Spotkania ze studentami są bardzo inspirujące, na przykład fakt, iż większość ludzi nie chodzi na wystawy był dla mnie sporym zaskoczeniem i nadal pozostaje dla mnie zagadką:)

Natomiast dyskusja, która wywiązała się w trakcie pierwszych zajęć uświadomiła mi jak diametralnie zmieniło się moje nastawienie do fotografii w ostatnich latach. Za punkt wyjścia do pierwszej prezentacji obrałem książkę Charlotte Cotton Photograph as Contemporary Art, w związku z czym przeważająca większość prezentowanych zdjęć stanowiła przykład wykorzystania fotografii jako jednego z dostępnych środków realizacji zamysłu autora, który to zamysł jest nie mniej ważny niż wizualna strona powstałego w ten sposób dzieła.

Ten rodzaj fotografii wzbudził spory sprzeciw - znacznie bliższy większości okazał się ‘klasyczny’ fotograf (zdaję sobie sprawę, że nie jest to najlepsze określenie) tworzący obrazy, których interpretację w pełni pozostawia odbiorcom, czyli w pewnym sensie Autor Pięknych/Zaskakujących/Wstrząsających Zdjęć.

Wydaje mi się, że można w tym zestawieniu odczytać pewien ‘mit’ fotografa, jako kogoś ze specjalnym zmysłem, który pozwala mu w spontaniczny (żeby nie powiedzieć ‘natchniony’) sposób tworzyć wyjątkowe obrazy. Szczególnie fakt, iż osią dyskusji była kwestia konceptu, który według większości osób nie powinien poprzedzać realizacji wskazuje na taką interpretację. W przeciwieństwie do takiej postawy artysta konceptualny, który używa aparatu w celu stworzenia wizualnego odwzorowania tego, co ma do powiedzenia na dany temat został oceniony jako mniej godny uwagi jako fotograf.

Ciekawe…

W ten sposób zrozumiałem, dlaczego coraz rzadziej spotykam się z fotografią, która wzbudza we mnie większe zainteresowanie: ładne zdjęcia w większej ilości są niezwykle nudne. Jako organizator Miesiąca Fotografii nieustannie oglądam ich ogromną ilość i chyba między innymi to przyspieszyło moje zbliżenie się do sztuki i pewne zdystansowanie do fotografii. Pewnie dlatego podczas wizyty w Bratysławie w ostatnich dniach największą przyjemność sprawiła mi wystawa Magdy Stanovej, która w swoich pracach w bardzo zabawny sposób posługuje się fotografią i często komentuje samo zjawisko fotografii w jej masowym wymiarze poprzez rysunki, kolaże i dołączone do nich teksty. Polecam całą zawartość strony www autorki w części zatytułowanej - oczywiście - art (w odróżnieniu od craft, w której znalazła się fotografia).

Magda Stanova

Magda Stanova, z cyklu W cieniu fotografii, wystawa w ramach Miesiąca Fotografii w Bratysławie 2007

Swoją drogą, czy taki podział, o którym mowa do czegoś służy, tego nie jestem pewien, ale z pewnością ma też swój wyraz w istnieniu dwóch, często zupełnie rozłącznych grup ludzi, przynależących albo do świata Sztuki, albo Fotografii.

Wymazany lincz

Wednesday, October 24th, 2007

Kilka tygodni temu przeglądając drugi tom The Photobook Martina Parra i Garry’ego Badgera natrafiłem na opis książki Without Sanctuary: Lynching Photography in America zawierającej zdjęcia z linczów, które odbywały się w Stanach Zjednoczonych powszechnie jeszcze do lat 30. ubiegłego wieku. Najbardziej przerażający jest fakt, iż wydarzenia te miały charakter wydarzeń zinstytucjonalizowanych, na które często zwoływano mieszkańców, a nawet zwalniano dzieci ze szkół, a fotografie wykonane na miejscu, sprzedawano w formie pocztówek.

Pomyślałem wtedy, że nie chciałbym zajrzeć do tej książki.

Temat powrócił do mnie podczas wizyty w warszawskiej Zachęcie, gdzie w ramach projektu Viva Mexico! znalazły się prace Kena Gonzalesa-Day’a pod tytułem Eresed Lynching (Wymazany lincz). Autor cyfrowo usunął ze zdjęć postaci ofiar wydarzeń, pozostawiając samo miejsce oraz przeważnie tłum, którego spojrzenie często spotyka się z okiem aparatu. To co niewidzialne - w sensie ukryte i wstydliwe w historii tego kraju - staje sie w tym projekcie widzialne, pisze na swojej stronie Gonzales-Day (link). Muszę przyznać, że siła tych zmodyfikowanych zdjęć jest ogromna. Jednocześnie odczuwam dużą wdzięczność wobec autora, który w ten sposób przeniósł akcent z estetyki szoku na refleksję nad tym, co wydarzyło sie w tych miejscach.

Ken Gonzales-Day

Ken Gonzales-Day, z serii Eresed Lynching

Ken Gonzales-Day

Ken Gonzales-Day, z serii Eresed Lynching

Po powrocie do Krakowa usłyszałem w radiu, że zakończył się proces w sprawie określanej w mediach jako ‘lincz we Włodowej’. Wydarzenie, które miało miejsce przed dwoma laty opisywała Joanna Wojciechowska we wstrząsającym reportażu zamieszczonym w Gazecie Wyborczej (link). Przeczytałem jeszcze raz tekst, który gdzieś już zatarł mi sie w pamięci - nie jest to historia, która sprawia, że żyje się lżej.

Dziś sąd zezwolił na publikację wizerunku skazanych: na stronie GW pojawiło się zdjęcie sześciu mężczyzn, którzy brali udział w śmiertelnym pobiciu Józefa C. Oblicza tych ludzi - pomijając to co o nich wiemy i to czego nie wiemy - wskazują na wiejskie pochodzenie i ciężką fizyczną pracę. Mimo iż ich spojrzenia nie są skierowane w obiektyw, twarze przywodzą na myśl zdjęcia Augusta Sandera zrobione prawie sto lat temu. Fotografia zamieszczona na łamach portalu GW nie ma z pewnością tego rodzaju szlachetności, co portrety Sandera, a jednak jest w niej coś z pierwotnej funkcji fotografii, z czasów kiedy jej obiektywność nie została jeszcze podważona. Stawiają nas twarzą w twarz z obiektami zdjęć i jest to sytuacja niebanalna.

August Sander

August Sander, Młodzi rolnicy, 1914, Die Photographische Sammlung /SK Stiftung Kultur

Mówi się, że pisarzom i innym twórcom fikcyjnych historii do inspiracji wystarczy Biblia i codzienna gazeta. Do tej myśli odwołuje się autor eseju na temat prac Toma Huntera z serii Living in Hell and Other Stories (Żyjąc w piekle i inne historie). Hunter sięgając po formalne inspiracje do malarstwa stworzył zaaranżowany kreacyjny reportaż, który w swojej treści oparty jest o wydarzenia z nagłówków z lokalnej gazety w mieście Hackney (poniżej zdjęcie pod tytułem Morderstwo, dwóch ludzi poszukiwanych).

Tom Hunter

Tom Hunter, Murder Two Men Wanted , 2003 Cibachrome print

Piero di Cosimo

Piero di Cosimo, Satyr opłakujący Nimfę, około 1495, Muzeum Narodowe w Londynie

Deutsche Börse Photography Prize 2008

Thursday, October 18th, 2007

Kilka dni temu Photographers’ Gallery ogłosiło listę 4 kandydatów do nagrody Deutsche Börse Photography Prize, wybranych z tegorocznych nominacji. Jako członek akademii nominujących (co w języku angielskim brzmi znacznie lepiej) zgłosiłem do nagrody dwa projekty, o których wspominałem już na blogu: wystawę Adama Broomberga i Olivera Chanarina Fig. oraz projekt JR i Marco Face2Face. W przypadku ostatniego problemem był fakt, iż instalacja zdjęć w Jerozolimie i Palestynie, stanowiąca istotę całego projektu, nie mogła zostać zgłoszona do konkursu, ponieważ nie odbyła się na terenie Europy. W efekcie zgłoszenie dotyczyło albumu, który niestety nie ukazuje w atrakcyjny sposób całego przedsięwzięcia. Niestety oba projekty nie znalazły się na liście kandydatów.

Ucieszyła mnie za to bardzo obecność wśród wybranych zgłoszeń albumu United States 1970-1975 Jacoba Holdt’a, który miałem okazję zobaczyć na festiwalu w Arles w tym roku i którego nominacje również brałem pod uwagę. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że lektura tej książki była znacznie mocniejszym przeżyciem niż oglądanie większości prezentowanych w Arles wystaw. Zdjęcia zawarte w albumie to dokumentacja podróży i życia szwedzkiego fotografa w Stanach Zjednoczonych w latach 1970-1975, co oczywiście nie mówi nic na temat zawartości albumu. Nie wiem, w jaki sposób autor dotarł tak blisko sytuacji, które zobaczyć można na ilustracjach, ale wrażenie jest ogromne.

Jacob Holdt

Jacob Holdt, United States 1970 – 1975, Steidl 2007

Co ciekawe, odkryłem dziś, że album Hodlt’a był opublikowany w Polsce przez wydawnictwo KAW w 1982 roku. Szukając czegoś na ten temat natrafiłem na aukcję internetową Allegro, na której album w cenie 5PLN nie znalazł chętnych do zakupu. Zabawne, że ta sama zawartość w różnym opakowaniu ma tak różną wartość, chociaż trzeba przyznać, że album wydać trzeba umieć…

Jacob Holdt

Jacob Holdt, Amerykańskie obrazki, KWA 1982

Pozostali kandydaci do nagrody, których wystawy zaprezentowane będą w Photographers’ Gallery od lutego do kwietnia 2008 roku to John Davies, Fezal Sheikh oraz Esko Männikkö. Warto obejrzeć zdjęcia tego pierwszego z cyklu The British Landscape (tutaj). Brytyjski (przemysłowy) krajobraz to temat dosyć banalny, ale efekty mimo to porażające.

Odwaga patrzenia

Thursday, September 6th, 2007

Odwaga patrzenia. Eseje o fotografii

Kilka dni temu stałem sie posiadaczem drugiego egzemplarza książki “Odwaga patrzenia” w redakcji Tomasza Ferenca. Przypadkiem położyłem książki obok siebie: okazuje się, że na jednej brakuje reprodukcji otwartej ludzkiej czaszki… Czy to wpływ lektury kryminałów, że wydaje mi się to dosyć dziwnym zdarzeniem? A może to wersja soft dla osób o słabych nerwach? Panie Tomaszu, czekam na komentarz:)