Archive for the ‘archiwa’ Category

Archive Fever - wystawa w ICP

Wednesday, March 19th, 2008

Felix Gonzalez-Torres

Felix Gonzalez-Torres, Untitled (Death by Gun), 1990 ? Estate of Felix Gonzalez-Torres, courtesy the Felix Gonzalez-Torres Foundation

Kilka dni przed wyjazdem do USA przeczytałem o wydanej przez Steidla książce Okwui Enwezora Archive Fever - Uses of the Document in Contemporary Art, którą postanowiłem od razu zamówić na Amazonie; wiele spodziewałem się też po towarzyszącej wydaniu książki wystawie w International Center of Photography. Niestety wystawa okazała się dla mnie dużym rozczarowaniem. Owszem, znalazły się na niej liczne klasyczne projekty ilustrujące strategie użycia archiwów w sztuce (min. Christian Boltanski, Tacita Dean, Walid Raad, Thomas Ruff), jednak zestawienie to jest bardzo akademickie i po pierwsze nie wnosi niczego nowego, po drugie sposób prezentacji prac sprawia, że duża część z nich osłabia się nawzajem. Nawiasem mówiąc podobna sytuacja w jeszcze większym stopniu dotyczy aktualnej wystawy w PS1 zatytułowanej WACK!: Art and the Feminist Revolution, gdzie zestawienie ponad 120 artystek, których prace zaliczone zostały do najważniejszych w historii sztuki feministycznej jest już zupełnie niestrawne - być może nadaje się na publikację o charakterze encyklopedii, ale skuteczne uniemożliwia jakiekolwiek doświadczenia podczas zwiedzania wystawy.

Tacita Dean

Tacita Dean, Floh: Baby Lotion, 2000 ? Tacita Dean Courtesy Marian Goodman Gallery, New York

Wracając do wystawy w ICP z przyjemnością obejrzałem mój ulubiony projekt Zoe Leonard zatytułowany The Fae Richards Photo Archive (1993?96), w którym artystka stworzyła archiwum nieistniejącej bohaterki. Wyglądające na stare odbitki prace prezentowane w szklanej gablocie zdecydowanie potrafią się obronić nawet w tak nieprzemyślanej konstrukcji wystawy. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie film Videograms of a Revolution (Harun Farocki i Andrei Ujica, 1993) zmontowany z wielu godzin nagrań telewizyjnych i amatorskich dokumentujących rewolucję w Rumunii w grudniu 1990 roku. Film we wstrząsający sposób obnaża proces tworzenia budowania historii przez media, pokazując na przykład powtarzane wielokrotnie ’spontaniczne’ ujęcia reporterów stacji telewizyjnych. Niestety i w tym przypadku organizatorzy wystawy postanowili utrudnić widzom zadanie, umieszczając ponad godzinny film na ekranie w przejściu między pomieszczeniami, bez możliwości przyjęcia pozycji siedzącej - jak na ironię naprzeciwko o wiele krótszej projekcji prezentowanej na ścianie w osobnym pomieszczeniu z wygodnym siedzeniem… Na szczęście dvd z filmem znalazłem w księgarni ICP (do kupienia online tutaj) - lektura całości jeszcze przede mną.

Zoe Leonard

Zoe Leonard, The Fae Richards Photo Archive, 1993-1996 ? Zoe Leonard, Whitney Museum of American Art

Podsumowując, mimo że wystawa sama w sobie ma bardzo wiele wad, warto do ICP zajrzeć żeby zobaczyć kilka poszczególnych prac i zakupić dvd z filmem Farockiego, jednak znacznie bardziej polecam aktualną wystawę w New Museum na Bowery, na której znalazło się sporo współczesnych i mniej znanych prac poruszających problematykę archiwów. O wystawie wkrótce…

Archive Fever - Uses of the Document in Contemporary Art
International Center of Photography, New York
Wystawa czynna od 01.01.2008 do 04.05.2008

Lista autorów wystawionych prac:

Christian Boltanski, Tacita Dean, Stan Douglas, Harun Farocki and Andrei Ujica, Hans-Peter Feldmann, Jef Geys, Felix Gonzalez-Torres, Craigie Horsfield, Lamia Joreige, Zoe Leonard, Sherrie Levine, Ilán Lieberman, Glenn Ligon, Robert Morris, Walid Raad, Thomas Ruff, Anri Sala, Fazal Sheikh, Lorna Simpson, Eyal Sivan, Vivan Sundaram, Nomeda and Gediminas Urbona, Andy Warhol

Susan Meiselas, Polaroid i archiwa

Thursday, March 13th, 2008

susan1.jpg

Susan Meiselas podczas spotkania w Houston oraz na ekranie podczas wykonywania reprodukcji zdjęć w Kurdystanie

Niedawno Polaroid ogłosił koniec produkcji materiałów natychmiastowych, wywołując tym samym panikę wśród wielu fotografów dla których praca na tych materiałach była czymś więcej niż tylko wyborem jednego technicznego rozwiązania z wielu dostępnych. Polaroid, szczególnie materiały pozytywowo-negatywowe to materiał niezwykły, dający możliwość bardzo specyficzngo rodzaju pracy i odmiennej niż w przypadku tradycyjnych materiałów relacji z obiektem.

W poruszający sposób mówiła o tym na spotkaniu w ramach FotoFest Susan Meiselas opowiadając o swojej pracy w Kurdystanie. Meiselas podkreśliła jak ważna była dla niej możliwość pozostawienia portretowanym osobom natychmiastowej odbitki pozytywowej, a tym samym utrzymanie balansu między dawaniem a braniem. Fakt zawłaszczania cudzego życia poprzez fotografów dochodzi do powszechnej świadomości bardzo powoli, tym bardziej godne uznania są działania Meiselas, które w tym sensie były pionierskie.

Jako jedna z nielicznych fotografów o uznanej reputacji, członek Agencji Magnum, zaczęła tworzyć archiwa zdjęć różnych autorów, często amatorów, i wydawać je razem ze swoimi, przyznając w ten sposób, że pojedynczy fotograf nie może mieć monopolu na dostarczanie relacji z wydarzeń dotyczących tysięcy osób. We wczesnej fazie rozwoju internetu założyła elektroniczne archiwum pamięci (akaKurdistan) o kraju, który własnego archiwum nie posiada.

Temat archiwum intrygujący mnie zresztą od dawna pojawia się ostatnio coraz częściej w formie rozbudowanych opracowań (między innymi duża część wydanego niedawno drukowanego Obiegu), dziś wybieram się na wystawę do ICP zatytułowaną Archive Fever - Uses of the Document in Contemporary Art, zorganizowaną przy okazji wydania książki pod tym samym tytułem przez Okwui Enwezora. Na pewno napiszę coś więcej na ten temat, ale nie łatwo znaleźć mi tu czas na pisanie…

Noworoczna podróż w czasie

Thursday, January 3rd, 2008

***

Miało być wigilijne zdjęcie z kolekcji Wojtka Nowickiego, ponieważ jednak Wojtek sam zamierza o nim napisać zamiast tego będzie noworoczne zdjęcie z mojej rodzinnej kolekcji. Przechowywane było razem z innymi, chociaż właściwie nie powinno się tam znaleźć, bo najwyraźniej jest na nim jakiś konkurent mojego dziadka! Zachwyca mnie w tym zdjęciu nagromadzenie szczegółów, wycinanki z papieru i sam gest pozowania do zdjęcia z papierosem w ręce i butelką piwa w tak uroczysty sposób. Nie wiem czy tylko mi się tak wydaje, ale gwiazdka wisząca na choince tak się jakoś dziwnie wpisuje w kadr, że można ją zobaczyć jako żydowską gwiazdę na ramieniu mężczyzny siedzącego na łóżku, co na moment nadaje zdjęciu zupełnie inny charakter. Na biurku oprawiony w ramkę stoi portret mojej babci. W mieszkaniu moich dziadków do dziś w kredensie leży to zdjęcie, musiało być więc jakimś wyjątkowo lubianym portretem. Poprzez to zdjęcie mogę wykonać jakąś zawrotną podróż w historię sprzed ponad pół wieku i wrócić do mieszkania, w którym spędzałem tegoroczne święta. Jednak fotografia nadal bywa magiczna!

Hashem El Madani

Tuesday, December 4th, 2007

Nie mogę oderwać oczu od tego zdjęcia.. Autorem jest libańczyk Hashem El Madani, który jako fotograf studyjny przez ponad 50 lat dokumentował ludzi ze swojego miasta i tych, którzy przyjeżdżali specjalnie do niego z okolicy. Nie jestem pewien, jaki charakter miało mieć to zdjęcie, ale tym razem nie czuję potrzeby zgłębiania genezy jego powstania. To zdjęcie po prostu działa. Jakaś aura chyba panuje w Krakowie (a może to halny) bo czytam w sieci, że parę ulic dalej Magda Ujma wpatruje się w inne zdjęcie emanujące swoim punctum

Hashem El Madani: Studio Practices

Hashem El Madani, z książki Studio Practices, Mind the Gap/Arab Image Foundation (2005)

Album ze zdjęciami El Madaniego został wydany przez Arab Image Foundation, fundację promującą fotografię na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej, między innymi poprzez tworzenie kolekcji fotografii z tych terenów, która obecnie liczy już ponad 70.000 obiektów (częściowo skatalogowanych i dostępnych w wyszukiwarce na testowej wersji nowej strony fundacji). Archiwa fotograficzne zdecydowanie nabierają coraz większej wartości, widać to było między innymi na targach Paris Photo oraz na festiwalu w Arles w tym roku. Nie ukrywam, że i my planujemy tego typu projekty w ramach najbliższego Miesiąca Fotografii w Krakowie. Szkoda tylko, że dostęp do krajowych archiwów nie jest zbyt łatwy i domyślam się, że nikt tak naprawdę nie wie, co się w nich mieści.

W Paryżu poznaliśmy niezwykłą starszą panią, która od 20 lat tworzy kolekcję fotografii współczesnej dla Fonds National d’art Contemporain i jest właściwie jedyną osobą, która orientuje się w ponad 20.000 fotografii skatalogowanych w tej instytucji. Przypomina mi się też spotkanie z Alison Nordström, kuratorką George Eastman House w Nowym Jorku, gdzie niedawno z pracy odszedł opiekun archiwum: mimo komputerowych katalogów nic nie jest w stanie zastąpić starego pracownika, który przez lata przyswoił sobie zawartość zbiorów. W czasie naszej rozmowy instytucja przeprowadzała poważne poszukiwania osoby predestynowanej do spędzenia następnych 20 lat wśród archiwalnych zbiorów. Powiało Borgesem - chyba odszukam dawno nieczytaną książkę na półce…

PS. Na trop El Madaniego trafiłem poprzez forum na temat albumów fotograficznych na portalu Lightstalkers.

Wymazany lincz

Wednesday, October 24th, 2007

Kilka tygodni temu przeglądając drugi tom The Photobook Martina Parra i Garry’ego Badgera natrafiłem na opis książki Without Sanctuary: Lynching Photography in America zawierającej zdjęcia z linczów, które odbywały się w Stanach Zjednoczonych powszechnie jeszcze do lat 30. ubiegłego wieku. Najbardziej przerażający jest fakt, iż wydarzenia te miały charakter wydarzeń zinstytucjonalizowanych, na które często zwoływano mieszkańców, a nawet zwalniano dzieci ze szkół, a fotografie wykonane na miejscu, sprzedawano w formie pocztówek.

Pomyślałem wtedy, że nie chciałbym zajrzeć do tej książki.

Temat powrócił do mnie podczas wizyty w warszawskiej Zachęcie, gdzie w ramach projektu Viva Mexico! znalazły się prace Kena Gonzalesa-Day’a pod tytułem Eresed Lynching (Wymazany lincz). Autor cyfrowo usunął ze zdjęć postaci ofiar wydarzeń, pozostawiając samo miejsce oraz przeważnie tłum, którego spojrzenie często spotyka się z okiem aparatu. To co niewidzialne - w sensie ukryte i wstydliwe w historii tego kraju - staje sie w tym projekcie widzialne, pisze na swojej stronie Gonzales-Day (link). Muszę przyznać, że siła tych zmodyfikowanych zdjęć jest ogromna. Jednocześnie odczuwam dużą wdzięczność wobec autora, który w ten sposób przeniósł akcent z estetyki szoku na refleksję nad tym, co wydarzyło sie w tych miejscach.

Ken Gonzales-Day

Ken Gonzales-Day, z serii Eresed Lynching

Ken Gonzales-Day

Ken Gonzales-Day, z serii Eresed Lynching

Po powrocie do Krakowa usłyszałem w radiu, że zakończył się proces w sprawie określanej w mediach jako ‘lincz we Włodowej’. Wydarzenie, które miało miejsce przed dwoma laty opisywała Joanna Wojciechowska we wstrząsającym reportażu zamieszczonym w Gazecie Wyborczej (link). Przeczytałem jeszcze raz tekst, który gdzieś już zatarł mi sie w pamięci - nie jest to historia, która sprawia, że żyje się lżej.

Dziś sąd zezwolił na publikację wizerunku skazanych: na stronie GW pojawiło się zdjęcie sześciu mężczyzn, którzy brali udział w śmiertelnym pobiciu Józefa C. Oblicza tych ludzi - pomijając to co o nich wiemy i to czego nie wiemy - wskazują na wiejskie pochodzenie i ciężką fizyczną pracę. Mimo iż ich spojrzenia nie są skierowane w obiektyw, twarze przywodzą na myśl zdjęcia Augusta Sandera zrobione prawie sto lat temu. Fotografia zamieszczona na łamach portalu GW nie ma z pewnością tego rodzaju szlachetności, co portrety Sandera, a jednak jest w niej coś z pierwotnej funkcji fotografii, z czasów kiedy jej obiektywność nie została jeszcze podważona. Stawiają nas twarzą w twarz z obiektami zdjęć i jest to sytuacja niebanalna.

August Sander

August Sander, Młodzi rolnicy, 1914, Die Photographische Sammlung /SK Stiftung Kultur

Mówi się, że pisarzom i innym twórcom fikcyjnych historii do inspiracji wystarczy Biblia i codzienna gazeta. Do tej myśli odwołuje się autor eseju na temat prac Toma Huntera z serii Living in Hell and Other Stories (Żyjąc w piekle i inne historie). Hunter sięgając po formalne inspiracje do malarstwa stworzył zaaranżowany kreacyjny reportaż, który w swojej treści oparty jest o wydarzenia z nagłówków z lokalnej gazety w mieście Hackney (poniżej zdjęcie pod tytułem Morderstwo, dwóch ludzi poszukiwanych).

Tom Hunter

Tom Hunter, Murder Two Men Wanted , 2003 Cibachrome print

Piero di Cosimo

Piero di Cosimo, Satyr opłakujący Nimfę, około 1495, Muzeum Narodowe w Londynie

Kto kradnie jajka w lesie?

Thursday, September 27th, 2007

Kto kradnie jajka w lesie?

Rozmowy w związku z moim projektem w Galerii ZPAF i S-ka:

- A kto zrobił te zdjęcia? No tak, czytaliśmy tekst, ale przecież nie może być zdjęcia bez autora?
- No dobrze, rozumiemy. Ale tak naprawdę - to kto te zdjęcia zrobił?

I tak w koło Macieja. Okazuje się, że przeciętny gość galerii ani na moment nie jest w stanie odejść od koncepcji zawierającej się w pojęciach autor-zdjęcie-wystawa. A tyle jest ciekawszych pytań. Przed otwarciem wystawy dzwonię do znajomego:

- Witaj, jeżeli chcesz się dowiedzieć, kto kradnie jajka w lesie to przyjdź dziś do nas na wernisaż.
- Karolu, ale kto zanosi jajka do lasu?

Osobiście podejrzewam osobnika na zdjęciu poniżej, znanego z zamiłowania do różnych niestandardowych zachowań. Poznajecie?

Terry Richardson

Tymczasem w aparacie na ścianie w galerii jest ponad tysiąc zdjęć, zapowiada sie więc miły finisaż wystawy z projekcją, prawdopodobnie 7 października. Więcej informacji o wystawie na stronie galerii.

A bardziej na serio do poczytania o projekcie w tekście do ściągnięcia: kto-kradnie-jajka-w-lesie.doc

W poszukiwaniu narracji - Broomberg & Chanarin - Fig.

Saturday, August 25th, 2007

Fig.

Adam Broomberg i Oliver Chanarin należą do tych współczesnych fotografów, którzy sprawiają że nadal wierzę w fotografię jako medium zdolne opowiedzieć ciekawą i nową historię. Niedawno zakończyli pracę nad swoim ostatnim projektem zatytułowanym Fig., realizowanym przy współpracy z Photoworks i John Hansard Gallery (album ukaże się w październiku 2007 roku nakładem wydawnictwa Steidl). Wystawa składa się z ponad osiemdziesięciu fotografii prezentowanych jako muzealne obiekty ? przy każdym znajduje się numer katalogowy, a w książeczce dostępnej w galerii pod odpowiednim numerem znajdują się komentarze do zdjęć. Autorzy nawiązują do czasów tworzenia kolekcji w epoce Wiktoriańskiej, kiedy obiekty z różnych stron świata trafiały w ramach kulturalnego piractwa do muzeów w Wielkiej Brytanii (co jest doskonałym przykładem powiązania pojęcia archiwum z pojęciem władzy, o czym pisał Allan Sekula w tekście z 1983 roku Reading an Archive: Photography Between Labour and Capital). Warto wejść na stronę internetową autorów na której dostępne są zdjęcia wraz z komentarzami. Jest to jedna z niewielu internetowych prezentacji fotografii, która w ostatnim czasie przykuła mnie do ekranu na więcej niż kilka chwil.

Adam Broomberg, Oliver Chanarin, Fig.

Fig. 4 Giueseppe Magri’s accident, 1936, Sicily, Italy

Na stronie John Hansard Gallery znajduje się zapis wywiadu Stephena Fostera z Adamem Broobergiem i Oliverem Chanarinem, dostępny także jako plik mp3 oraz pełna dokumentacja wideo. Jednym z ciekawszych momentów rozmowy jest dyskusja na temat autentyczności dokumentu. Autorzy wskazują na rolę podpisów do swoich zdjęć, bez których przekaz wystawy jest całkowicie nieczytelny, a zamiana informacji dla zwiedzających muzea sprawia, że pewna rzecz staje się czymś innym.

Prace Broomberga i Chanarina, zarówno najnowsze, jak i te zawarte w fantastycznym albumie Ghetto, który autorzy określają podsumowaniem swojej pracy w roli edytorów w magazynie Colors, zachęcają do zastanowienia się nad tym, co sprawia że ich zdjęcia w tak naturalny i lekki sposób dają się “czytać”. Zdarzyło mi się ostatnio sięgnąć do książki Josifa Brodskiego ?Znak Wodny? i po raz kolejny znajduję w niej odpowiedzi na tematy o których myślę. Ne stronie 33 mojego wydania Brodski pisze o pewnej ważnej dla niego książce:

W fazie podatności na wpływy, w której zdarzyło mi się natrafić na tę książkę, największe znaczenie miało jednak dla mnie to, że udzieliła mi ona kluczowej lekcji kompozycji; nauczyła mnie mianowicie, że tym, co czyni tekst narracyjny dobrym tekstem, nie jest sama opowiadana przezeń historia, ale zasada, według której coś następuje po czymś.

Wydaje mi się, że w przypadku Broomberga i Chanarina jest to najbardziej podstawowa zasada, na której opiera się ich twórcza praca. Ogromne znaczenie miał dla nich oczywiście okres pracy w magazynie Colors, podczas którego przeglądali tysiące zdjęć, w poszukiwaniu właściwej ilustracji, mieli też możliwość zapraszać do realizcji tematu tych fotografów, którzy ich zdaniem mieli szansę przywieźć najbardziej prawdziwą historię z danego miejsca.

Alec Soth w swoim wczesnym projekcie From Here To There posługiwał się schematem, w którym każde kolejne zdjęcie wynikało z motywu na poprzednim zdjęciu (na przykład chłopiec trzymający kurczaka ? mężczyzna z jajkiem i tatuażem symbolu Supermena na ramieniu ? strój Supermena wiszący w garderobie itd. - dosyć zabawny zestaw). O ile tego typu ścisły projekt przypomina raczej literacką twórczość członków grupy Oulipo, to z całą pewnością był to bardzo rozwijający projekt. W trakcie realizacji kolejnych tematów Soth często wypisuje sobie listę scen/pojęć/obiektów które w jego wyobraźni odnajduje jako punkty zaczepienia do opisania danej historii i poszukuje ich w rzeczywistości.

Oczywiście nie jest to jedyny sposób na osiągnięcie narracyjnego charakteru zdjęć, wystarczy przypomnieć sobie choćby zdjęcia Jeffa Walla, który w jednym zdjęciu kumuluje całe wielopoziomowe historie. Z drugiej strony Wall jest dosyć wyjątkowym fotografem. Alec Soth w wywiadzie przeprowadzonym przez Aarona Schumana mówi:

Jest dla mnie frustrującym doświadczeniem fakt, że fotografia nie jest zbyt dobra w opowiadaniu historii. Opowieści dają dużą przyjemność i z pewnością istnieje “narracyjna” fotografia - wszyscy wskazują na Gregorego Crewdsona w tym względzie - ale w rzeczywistości nie ma tu fabuły. Jego pracy tylko ją sugerują. Tęsknię za historiami. Opowiadania i filmy często mnie zadowalają, ale fotografia często pozostawia mnie z poczuciem braku. Staram się nad tym pracować. Istnieje właściwie zaledwie kilka dobrych przykładów osób, które rzeczywiście opowiadają historie poprzez obrazy: Pedro Meyer i Eugene Richards przychodzą mi do głowy. Kiedyś chciałbym dojść do tego, w jaki sposób opowiadać dobre historie.

Wydaje mi się, że po okresie popularności różnego rodzaju atrakcyjnych i technicznie doskonałych obrazów, zdolność opowiadania historii ponownie staje się jedną z najbardziej pożądanych cech fotografii. Tyle tylko, że teraz już nikt nie wierzy w jedną prawdziwą relację.