Wymazany lincz
Kilka tygodni temu przeglądając drugi tom The Photobook Martina Parra i Garry’ego Badgera natrafiłem na opis książki Without Sanctuary: Lynching Photography in America zawierającej zdjęcia z linczów, które odbywały się w Stanach Zjednoczonych powszechnie jeszcze do lat 30. ubiegłego wieku. Najbardziej przerażający jest fakt, iż wydarzenia te miały charakter wydarzeń zinstytucjonalizowanych, na które często zwoływano mieszkańców, a nawet zwalniano dzieci ze szkół, a fotografie wykonane na miejscu, sprzedawano w formie pocztówek.
Pomyślałem wtedy, że nie chciałbym zajrzeć do tej książki.
Temat powrócił do mnie podczas wizyty w warszawskiej Zachęcie, gdzie w ramach projektu Viva Mexico! znalazły się prace Kena Gonzalesa-Day’a pod tytułem Eresed Lynching (Wymazany lincz). Autor cyfrowo usunął ze zdjęć postaci ofiar wydarzeń, pozostawiając samo miejsce oraz przeważnie tłum, którego spojrzenie często spotyka się z okiem aparatu. To co niewidzialne - w sensie ukryte i wstydliwe w historii tego kraju - staje sie w tym projekcie widzialne, pisze na swojej stronie Gonzales-Day (link). Muszę przyznać, że siła tych zmodyfikowanych zdjęć jest ogromna. Jednocześnie odczuwam dużą wdzięczność wobec autora, który w ten sposób przeniósł akcent z estetyki szoku na refleksję nad tym, co wydarzyło sie w tych miejscach.

Ken Gonzales-Day, z serii Eresed Lynching

Ken Gonzales-Day, z serii Eresed Lynching
Po powrocie do Krakowa usłyszałem w radiu, że zakończył się proces w sprawie określanej w mediach jako ‘lincz we Włodowej’. Wydarzenie, które miało miejsce przed dwoma laty opisywała Joanna Wojciechowska we wstrząsającym reportażu zamieszczonym w Gazecie Wyborczej (link). Przeczytałem jeszcze raz tekst, który gdzieś już zatarł mi sie w pamięci - nie jest to historia, która sprawia, że żyje się lżej.
Dziś sąd zezwolił na publikację wizerunku skazanych: na stronie GW pojawiło się zdjęcie sześciu mężczyzn, którzy brali udział w śmiertelnym pobiciu Józefa C. Oblicza tych ludzi - pomijając to co o nich wiemy i to czego nie wiemy - wskazują na wiejskie pochodzenie i ciężką fizyczną pracę. Mimo iż ich spojrzenia nie są skierowane w obiektyw, twarze przywodzą na myśl zdjęcia Augusta Sandera zrobione prawie sto lat temu. Fotografia zamieszczona na łamach portalu GW nie ma z pewnością tego rodzaju szlachetności, co portrety Sandera, a jednak jest w niej coś z pierwotnej funkcji fotografii, z czasów kiedy jej obiektywność nie została jeszcze podważona. Stawiają nas twarzą w twarz z obiektami zdjęć i jest to sytuacja niebanalna.

August Sander, Młodzi rolnicy, 1914, Die Photographische Sammlung /SK Stiftung Kultur
Mówi się, że pisarzom i innym twórcom fikcyjnych historii do inspiracji wystarczy Biblia i codzienna gazeta. Do tej myśli odwołuje się autor eseju na temat prac Toma Huntera z serii Living in Hell and Other Stories (Żyjąc w piekle i inne historie). Hunter sięgając po formalne inspiracje do malarstwa stworzył zaaranżowany kreacyjny reportaż, który w swojej treści oparty jest o wydarzenia z nagłówków z lokalnej gazety w mieście Hackney (poniżej zdjęcie pod tytułem Morderstwo, dwóch ludzi poszukiwanych).

Tom Hunter, Murder Two Men Wanted , 2003 Cibachrome print

Piero di Cosimo, Satyr opłakujący Nimfę, około 1495, Muzeum Narodowe w Londynie
October 31st, 2007 at 2:23 am
jakiś czas temu trafiłem na serię zdjęć z shoah z prawie identycznym zabiegiem co w erased lynching. były z całą pewnością słabsze formalnie i miały zdecydowanie fatalne zaplecze intelektualne (sprzeciw wobec negacjonizmu), ale niektóre zrobiły na mnie duże wrażenie. ciekaw jestem na ile jest to powszechny zabieg…
October 31st, 2007 at 12:44 pm
a pamiętasz autora albo tytuł projektu? na wielu festiwalach i wystawach pokazywane były zdjęcia Pavla Smejkala, w których twarze więźniów zamienione zostały na twarze gwiazd popkultury lub na twarz autora. ja osobiście nie lubię tych prac, jest w nich coś zbyt natrętnego, chociaż pewnie w dobrej wierze…
November 2nd, 2007 at 8:42 pm
postaram się znaleźć tą rzecz jakoś. gdzieś w sieci widziałem. nie sądzę, żeby to było jakkolwiek znane ponieważ w wielu przypadkach wykonane jest dość słabo i autorka (chyba autorka) należy do twórców raczej naiwnych ;) bez artystycznych pretensji. tak jak wspomniałem wcześniej jej intencją był sprzeciw wobec negacjonizmu i nie sądzę żeby coś więcej.
póki co podaję za to linka do rzeczy, którą Ci obiecałem kiedy się poznaliśmy (przez Agę, pracowałem z nią): http://www.deathcamps.org/occupation/byalbum/list00.html
zdjęcia johannesa hahlego z babiego jaru. czerwona strzałka na dole. wszystkie powiększają się po kliknięciu. swoją drogą zastanawia mnie czemu ludzie robiący strony o zagładzie i nazizmie zawsze muszą gdzieś wsadzić gotyk i tym podobne wspaniałości (nawiasem - z merytorycznego punktu widzenia to jest bardzo dobra i rzetelna strona, ale jej ‘estetyka’ jest wręcz porażająca ;)
November 2nd, 2007 at 8:47 pm
o wow! dopiero teraz zauważyłem - z napisu ‘babi yar album’ od czasu do czasu sączy się czerwona kropla. niesamowite. gotyk to w takim razie jeszcze nic…
November 5th, 2007 at 12:48 pm
ten nagłówek z czerwona kroplą przypomina mi bardzo gry komputerowe na Commodore C64 - może autor się na takich wychował a potem mu się bezwiednie w trakcie tworzenia strony uruchomiła taka wizualna klisza?
dzięki za link do strony, poważna sprawa, o poranku się z nią nie zmierzę, muszę sobie na nią dać trochę czasu. czy wiesz, kiedy te zdjęcia się pojawiły w powszechnym obiegu?
November 5th, 2007 at 12:50 pm
a w ogóle to fajnie że się odezwałeś!
aga pozdrawia z NY i zaprasza na swojego bloga:
http://aganamanhattanie.blogspot.com/
może się spotkamy przy okazji gdzieś w stolicy?
pozdrawiam
November 5th, 2007 at 9:46 pm
bardzo zaprasza i cieszy się, że tak piekne dyskusje sie wywiązują w kulturze web 2.0
November 6th, 2007 at 2:42 pm
o fajnie, że blog z nyc! muszę koniecznie pokazać też mojej eM :) co do spotkania chętnie. ja teraz jestem przez jakiś czas człowiekiem o nienormowanym czasie pracy, więc w dowolnym momencie.
co do tego kiedy hahle trafił do obiegu (a raczej kiedy znalazł się w rękach instytucji od pamięci i historii) to wiedziałem… ale zapomniałem. niestety jedyne miejsce, żeby to sprawdzić (jedyne w polsce chyba) to biblioteka narodowa. tam jest egzemplarz ukraińskiej książki, w której jest o nim rozdzialik. co do jego publicznego funkcjonowania to wiem, że na pewno te zdjęcia są częścią wystawy w muzeum zagłady w waszyngtonie. ale tylko niektóre, tak że oglądający nie wiedzą o istnieniu całej serii. w ogóle to ona nie jest jakoś super znana. mój promotor, który zajmuje się zawodowo min. właśnie fotografiami zagłady nie wiedział o jej istnieniu (jako całości, znał pojedyncze kadry). gdyby ciebie/was zainteresował trochę temat rejestracji tego wydarzenia to mam jeszcze jedno niezwykłe znalezisko. nie tak ważne i ciekawe formalnie, ale też interesujące jak się je w kontekście umieści. no i chyba jestem pierwszą i jak na razie jedyną osobą, która zidentyfikowała autora (w sensie znajomości jego biografii, nazwisko było mniej więcej znane) i w związku z tym jest tak na prawdę w stanie coś o tych fotografiach mówić.