W poszukiwaniu narracji - Broomberg & Chanarin - Fig.

Fig.

Adam Broomberg i Oliver Chanarin należą do tych współczesnych fotografów, którzy sprawiają że nadal wierzę w fotografię jako medium zdolne opowiedzieć ciekawą i nową historię. Niedawno zakończyli pracę nad swoim ostatnim projektem zatytułowanym Fig., realizowanym przy współpracy z Photoworks i John Hansard Gallery (album ukaże się w październiku 2007 roku nakładem wydawnictwa Steidl). Wystawa składa się z ponad osiemdziesięciu fotografii prezentowanych jako muzealne obiekty ? przy każdym znajduje się numer katalogowy, a w książeczce dostępnej w galerii pod odpowiednim numerem znajdują się komentarze do zdjęć. Autorzy nawiązują do czasów tworzenia kolekcji w epoce Wiktoriańskiej, kiedy obiekty z różnych stron świata trafiały w ramach kulturalnego piractwa do muzeów w Wielkiej Brytanii (co jest doskonałym przykładem powiązania pojęcia archiwum z pojęciem władzy, o czym pisał Allan Sekula w tekście z 1983 roku Reading an Archive: Photography Between Labour and Capital). Warto wejść na stronę internetową autorów na której dostępne są zdjęcia wraz z komentarzami. Jest to jedna z niewielu internetowych prezentacji fotografii, która w ostatnim czasie przykuła mnie do ekranu na więcej niż kilka chwil.

Adam Broomberg, Oliver Chanarin, Fig.

Fig. 4 Giueseppe Magri’s accident, 1936, Sicily, Italy

Na stronie John Hansard Gallery znajduje się zapis wywiadu Stephena Fostera z Adamem Broobergiem i Oliverem Chanarinem, dostępny także jako plik mp3 oraz pełna dokumentacja wideo. Jednym z ciekawszych momentów rozmowy jest dyskusja na temat autentyczności dokumentu. Autorzy wskazują na rolę podpisów do swoich zdjęć, bez których przekaz wystawy jest całkowicie nieczytelny, a zamiana informacji dla zwiedzających muzea sprawia, że pewna rzecz staje się czymś innym.

Prace Broomberga i Chanarina, zarówno najnowsze, jak i te zawarte w fantastycznym albumie Ghetto, który autorzy określają podsumowaniem swojej pracy w roli edytorów w magazynie Colors, zachęcają do zastanowienia się nad tym, co sprawia że ich zdjęcia w tak naturalny i lekki sposób dają się “czytać”. Zdarzyło mi się ostatnio sięgnąć do książki Josifa Brodskiego ?Znak Wodny? i po raz kolejny znajduję w niej odpowiedzi na tematy o których myślę. Ne stronie 33 mojego wydania Brodski pisze o pewnej ważnej dla niego książce:

W fazie podatności na wpływy, w której zdarzyło mi się natrafić na tę książkę, największe znaczenie miało jednak dla mnie to, że udzieliła mi ona kluczowej lekcji kompozycji; nauczyła mnie mianowicie, że tym, co czyni tekst narracyjny dobrym tekstem, nie jest sama opowiadana przezeń historia, ale zasada, według której coś następuje po czymś.

Wydaje mi się, że w przypadku Broomberga i Chanarina jest to najbardziej podstawowa zasada, na której opiera się ich twórcza praca. Ogromne znaczenie miał dla nich oczywiście okres pracy w magazynie Colors, podczas którego przeglądali tysiące zdjęć, w poszukiwaniu właściwej ilustracji, mieli też możliwość zapraszać do realizcji tematu tych fotografów, którzy ich zdaniem mieli szansę przywieźć najbardziej prawdziwą historię z danego miejsca.

Alec Soth w swoim wczesnym projekcie From Here To There posługiwał się schematem, w którym każde kolejne zdjęcie wynikało z motywu na poprzednim zdjęciu (na przykład chłopiec trzymający kurczaka ? mężczyzna z jajkiem i tatuażem symbolu Supermena na ramieniu ? strój Supermena wiszący w garderobie itd. - dosyć zabawny zestaw). O ile tego typu ścisły projekt przypomina raczej literacką twórczość członków grupy Oulipo, to z całą pewnością był to bardzo rozwijający projekt. W trakcie realizacji kolejnych tematów Soth często wypisuje sobie listę scen/pojęć/obiektów które w jego wyobraźni odnajduje jako punkty zaczepienia do opisania danej historii i poszukuje ich w rzeczywistości.

Oczywiście nie jest to jedyny sposób na osiągnięcie narracyjnego charakteru zdjęć, wystarczy przypomnieć sobie choćby zdjęcia Jeffa Walla, który w jednym zdjęciu kumuluje całe wielopoziomowe historie. Z drugiej strony Wall jest dosyć wyjątkowym fotografem. Alec Soth w wywiadzie przeprowadzonym przez Aarona Schumana mówi:

Jest dla mnie frustrującym doświadczeniem fakt, że fotografia nie jest zbyt dobra w opowiadaniu historii. Opowieści dają dużą przyjemność i z pewnością istnieje “narracyjna” fotografia - wszyscy wskazują na Gregorego Crewdsona w tym względzie - ale w rzeczywistości nie ma tu fabuły. Jego pracy tylko ją sugerują. Tęsknię za historiami. Opowiadania i filmy często mnie zadowalają, ale fotografia często pozostawia mnie z poczuciem braku. Staram się nad tym pracować. Istnieje właściwie zaledwie kilka dobrych przykładów osób, które rzeczywiście opowiadają historie poprzez obrazy: Pedro Meyer i Eugene Richards przychodzą mi do głowy. Kiedyś chciałbym dojść do tego, w jaki sposób opowiadać dobre historie.

Wydaje mi się, że po okresie popularności różnego rodzaju atrakcyjnych i technicznie doskonałych obrazów, zdolność opowiadania historii ponownie staje się jedną z najbardziej pożądanych cech fotografii. Tyle tylko, że teraz już nikt nie wierzy w jedną prawdziwą relację.

2 Responses to “W poszukiwaniu narracji - Broomberg & Chanarin - Fig.”

  1. Staszek Heyda Says:

    Nawiazujac do ostatniego akapitu, dla mnie fotografia powinna przede wszystkim opowiadac. Niesc z soba historie. W innym razie staje sie tylko estetyczna zabawka, czyms co nawet dla przyjemnosci moglibysmy powiesic na scianie, ale nie dająca niczego ponad to. Budzenie refleksi jest dla mnie podstawowym kryterium oceny zdjecia/zestawu. Tak samo jak ty, mialem okazje zobaczyc Fotobild 07 w Berlinie. Moze to tylko moje wrazenie, ale w centrum handlowym, w ktorym to wszystko sie odbywalo, znalazlem moze jedna oferte fotografii ktora wydawa mi sie szczera i opowiadajaca. Cała reszta wydawała sie wypruta z jakiegokolwiek kontekstu, pusta i bez.. opowiesci. Co o tym myslisz?

  2. karol Says:

    Witaj, co do Fotobild to owszem część o której piszesz, czyli tak zwane Selling to, jak wskazuje nazwa małe targi, które niestety zupełnie nie mają sensu, poza podbudowaniem budżetu organizacji. Co roku są tam wystawiane jakieś koszmarki, mimo że jest niby jury, które ma zrobić jakąś selekcję. Tylko że chyba nie ma z czego odsiewać…

    Jako recenzent portfolio miałem za to okazję zobaczyć kilka naprawdę ciekawych rzeczy, jak tylko będę miał chwilę, to napiszę o tym na blogu. W każdym razie było znacznie lepiej niż rok temu, no i bez porównania lepiej niż w tej części wystawowo-handlowej, która w otoczeniu tych sklepów rzeczywiście jest jakąś totalną porażką…

    pozdrawiam

Leave a Reply