Oryginalność fotografii
No stronie Obiegu pojawił się artykuł na temat oryginalności w sztuce autorstwa Moniki Branieckiej, zamieszczony wcześniej w katalogu wystawy “Antyfotografie”. Zagadnienie oryginalności powraca do mnie w miarę regularnie od dłuższego czasu. W fotografii jest to tym bardziej istotny temat, że w przypadku tego medium popularnie uważa się, iż fotografia powinna posiadać pełnie wyrazu bez żadnego dodatkowego komentarza - jej odbiór powinien być intuicyjny.
Jednak przy lawinowym wzroście wytwarzanej fotografii a zarazem łatwości dostępu do niej, zjawisko pojawiania się dwóch lub nawet więcej projektów różnego autorstwa a przy tym wizualnie niemal identycznych jest coraz częstsze. Najwyraźniej, mimo że sztukę postrzegamy historycznie, to często kontekst całokształtu podejmowanych przez artystę zagadnień jest priorytetowym pytaniem. W przeciwnym razie dochodzi do banalnego i krzywdzącego w tym przypadku porównywania dzieł według dat realizacji.
Monika Braniecka wśród projektów fotograficznych wymienia prace Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi oraz Alain Paiement’a, Nicolasa Grospierra i Konrada Pustołę, Olivo Barbieriego i Miklosa Gaála ale podobnych przykładów można by wskazać znacznie więcej.
Czasami podobieństwa są naprawdę niezwykłe i kontekst całościowego zamysłu wcale zbyt wiele nie wyjaśnia. Przedstawiciel słynnej fińskiej szkoły fotografii Jorma Puranen, amerykanin Tim Davis oraz Japonka rezydująca w Paryżu Yuji Ono są autorami cyklów zdjęć opierających się na bardzo podobnych założeniach. Wszyscy troje zyskali bardzo znaczącą uwagę światowej opini: zdjęcia Puranena znajdują sie między innymi w kolekcji Victoria & Albert Museum w Londynie, Davisa w Guggenheim Museum w Nowym Jorku a na temat prac Yuji Ono czytamy w katalogu festiwalu Rencontres d’Arles 2005: ‘Fascinating! There’s no better word the work of Yuji Ono…’.

Jorma Puranen, Shadows, Reflections and All That Sort of Thing #18, 2002, C-print, Diasec, 125 x 100 cm, ed. 6 (po lewej)
Tim Davis, Permament Collection, St. Sebastien (po prawej)
Oczywiście zdarzają się także dosyć jawne plagiaty, ale i tu jednoznaczne oceny nie są łatwe. Bardzo ciekawa w tym temacie jest historia zdjęć Petera Bialobrzeskiego oraz duetu Host i Daniel Zielskie. Kiedy Bialobrzeski nazwał autorów zdjęcia powielającego dokładnie jego ujęcie i wykonane tą samą techniką plagiatorami, to oni zagrozili procesem o zniesławienie, który ze względu na brak odpowiednich środków do rozstrzygnięcia dyskusji mógł mieć bardzo poważne skutki dla Bialobrzeskiego. Jak się okazuje nawet przy jawnym powtórzeniu ujęcia określenie plagiatu przysparza wiele trudności (polecam rozmowę Joerga Colberga z Peterem Bialobrzeskim).
Zdjęcia Bialobrzeskiego, ojca i syna Zielske oraz kilka innych przykładów zdjęć z pogranicza plagiatu i parafrazy na stronie EPUK.